Poznańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - Grupa 11

x
Statystyki strony
Ilość odwiedzin
od 1 lipca 2006:

ŚLADAMI CHRYSTUSA

Niepublikowane fragmenty KONFERENCJI wygłoszone na trasie pielgrzymki w grupie JEDENASTEJ w lipcu 2004 roku.

Nieraz zdarzało mi się, że gdy kogoś szukałem zadawałem pytanie: czy był tutaj np. Adam?. Bywało, iż odpowiedzią jaką słyszałem było zwyczajne stwierdzenie: nie, nie było go tutaj - albo - jaki Adam? Przez ostatni rok wiele razy zdarzało się to moim uczniom - a uczę w trzech szkołach - którzy pukając do pokoju nauczycielskiego pytając o profesora musieli słyszeć: nie, nie ma dzisiaj pani od polskiego, fizyki itd., itp. - i zrezygnowani odchodzili. Widziałem te załamania w oczach uczniów - zwłaszcza zagrożonych - którzy swoją szansę widzieli w ostatnim kole ratunkowym rzucanym przez nauczyciela. Uczniów zadających sobie pytanie: gdzie on jest? Kiedy przyjdzie? Gdzie tu jeszcze pójść, by ratować mą nędzną sytuację?

Wyobraź sobie, że jesteś takim uczniem zmierzającym z nadzieją do pokoju nauczycielskiego. Albo bezrobotnym, który usłyszał, że w danym miejscu będzie znajdował się ktoś oferujący zajęcie. A człowiek ten już dawno wyjechał do innego miasta w poszukiwaniu pracowników. Albo zakochanym biegnącym w wyznaczone miejsce, o które wypytywałeś innych, a oni mówili, że ona na pewno tam będzie - a ty niestety zawiodłeś się, bo jej tam w ogóle nie było. Albo uczestnikiem teleturnieju - dajmy na to IDŹ NA CAŁOŚĆ. Niestety zła bramka przez Ciebie wybrana - i nic, cała nagroda przeszła obok Ciebie. Może te historie niejednego by zniechęciły. Może masz w swoim życiorysie historie bez "happy endu" - szukania bez znalezienia, biegu bez mety, pytania bez odpowiedzi, zakochania bez odwzajemnienia, wołania o zauważenie bez zwrócenia na ciebie jakiejkolwiek uwagi i przestałeś widzieć szanse! Może jesteś przez kogoś lub przez coś zniechęcony! Może mówisz: wszyscy, ale chyba nie ja.

Tymczasem dzisiaj zacząłeś nietypowy długi weekend; procesję, ale nie Bożego Ciała; manifestację ulicami kilkudziesięciu miast i wiosek - ale bardziej krzyk duszy, która chce iść za Kimś niezwykłym!

  • 10 DNI pójdziesz drogą, która niejednego nawróciła!

  • 10 DNI pójdziesz drogą, która wielu zaprowadziła do szukanego przez lata NAUCZYCIELA!

  • 10 DNI pójdziesz drogą odwzajemnionego zakochania, wzajemnej miłości; drogą, na której powinieneś się spodziewać Tego, dla którego serce Twe bije. Przez którego spać nie możesz - ale i który pozwala Ci zamykać oczy. Przez którego - jak w zakochaniu - jeść nie możesz, ale i każdy posiłek dnia Jemu zawdzięczasz. Spotkasz OBLUBIEŃCA - miłość Twojego życia!

  • 10 DNI pójdziesz drogą niełatwą - drogą wyrzeczeń i przeszkód - drogą, która na imię ma: nie reklamowana autostrada łącząca wschód z zachodem, ale IMIĘ JEZUS!!! Ja jestem DROGĄ I PRAWDĄ I ŻYCIEM - mówi PAN!

Jeśli zaciekawiły Ciebie historie, które opowiedziałem na początku konferencji; o zawiedzionych uczniach, bezrobotnych, zakochanych, uczestnikach teleturnieju i bardzo ci się spodobało ich zakończenie z nieodnalezionym belfrem, szefem, girl- & boy- friend'em, tzn., że nie spodoba Ci się zakończenie pielgrzymki, jakie proponuje Ci w tym roku JEZUS. Bo w tym roku On proponuje nam pójść Jego śladami. Hasło tegorocznej pielgrzymki brzmi właśnie: ŚLADAMI CHRYSTUSA! Proponuje Ci odzyskanie zagubionego szczęścia, podtrzymania Bożej radości! Ale mam w końcu nadzieję, że nie ma wśród nas nikogo o tak zawirowanych i zwichrowanych potrzebach. Każdy - bez wyjątku - ma serce nastawione na odbiór przekazu miłości pochodzącej od Zbawiciela. Nie ma człowieka - pielgrzyma - 11-stkowicza - nastolatka - studenta - staruszka - dziadka - księdza - ateisty - buddysty - hinduisty, który nie szukałby pełni życia: pokoju nauczycielskiego, w którym czeka na Ciebie UZDROWICIEL, w którym wypatruje Ciebie nie okrutny sędzia, ale OBLUBIENIEC!!! Pokoju, gdzie nie musisz bać się nielubianego nauczyciela, ale spotkania, na którym czujesz się tak, jak chłopak otrzymujący pocałunek od wybranki serca... Chrystus proponuje Ci pójść pozostawionymi przez Siebie śladami!!! I nie ma wcale zamiaru z Ciebie zakpić, wystawić na kpinę i wykiwać! Jego kroki nie prowadzą do nikąd. Możesz na nich spodziewać się tego, którego szuka Twoje serce. Niemożliwe, aby ten, kto poszedł za Jezusem poczuł, że zmarnował drogę. Nie ma zatem nikogo, kto w głębi serca nie chciałby się udać za Mistrzem z Nazaretu. Tak, jak nie ma dziecka - niemowlęcia, które nie szukałoby swoim wrodzonym instynktem piersi matki, aby się nakarmić. Ale może mówisz, że akurat ty nie czujesz potrzeby szukania Pana Boga, że jest Ci niepotrzebny. Może czujesz się tak grzeszny, że aż niegodny pójścia za śladami Chrystusa. Może jesteś pierwszy raz na pielgrzymce i wybrałeś się tylko dla zabawy sądząc, że ty i tak nie przeżyjesz żadnej modlitwy ani poszukiwania Boga. Może na pielgrzymce jesteś kolejny raz i aż ci głupio przyznać, że po ostatnich obiecanych Panu Bogu zmianach nic się nie zmieniło a może jeszcze więcej się zabrudziło i pojawiło się więcej grzechu. Dla Ciebie jest ta pielgrzymka. Chrystus zaprasza każdego: PÓJDŹ ZA MNĄ!!! Może czujesz się jak Boże dziecko, które zaślepiła ułuda świata - sex, egoizm, pycha, zwątpienie... ale i dziecko niewidome chce zaspokoić głód - i szuka swymi maleńkimi ustami piersi Rodzicielki! Może czujesz się jak Boże dziecko, które nie potrafi usłyszeć tego, co słyszy twoja pobożna babcia, twój katecheta, twoi rodzice, twoja głęboko wierząca dziewczyna - chłopak, mąż - żona... ale przecież i niesłyszące dziecko krzyczy za mlekiem i nie spocznie w swych wysiłkach, póki nie poczuje smaku życiowego pokarmu. Któż z nas nie krzyczy. Któż z nas nie odczuwa pragnienia...? Jesteś stworzony do tej drogi! Nr Twojego buta-stopy dokładnie pasuje do stóp Jezusa! Pójdź śladami Chrystusa! Proszę Cię - nie spocznij na pielgrzymce, póki nie poczujesz Bożego pokarmu (tak jak to maleńkie dziecko), póki nie poczujesz się przez Niego nasycony. Przejdą Cię różne pokusy, żeby dać sobie spokój - żeby nie iść dalej. Proszę o uczestnictwo w modlitwach - prawdziwe, głębokie... Szukaj - krzycz do Boga, nie bój się pytań. Jeśli je masz - przyjdź: kiedyś je trzeba zobiektywizować. Szukaj - drogie Boże dziecko - jakikolwiek jest stan twego zdrowia: czy jesteś niewidomy, czy niesłyszący, czy zdrowy, czy słaby, czy silny... Oczywiście - możesz przejść udając. Gdy obserwowałem matkę karmiącą dziecko powiedziałem jej, że miło patrzeć jak jej owoc życia karmi się mlekiem od niej pochodzącym. Na to mama sprostowała - ono już nie pije. Trzyma się jeszcze mojej piersi - jeszcze jej nie puściło. Tak samo może być z tobą. Możesz niby robić to, co od Ciebie żądamy, żeby nie wylecieć z grupy. Możesz być nawet odczytywany wzorowo. Możesz wypełniać swoje funkcje wyśmienicie: być przewodnikiem, niosącym krzyż, tubę, być w służbie ruchu drogowego, porządkowego, udzielać się, albo być jak mysz kościelna - ale możesz tylko ledwo trzymać się i w ogóle nie spróbować pokarmu, jaki ma ci do zaoferowania Chrystus. Nie życzę zatem naszej grupie, ba... nie życzę Ci Panie Jezu, byś po 10 dniach był na kogoś smutny, bo nie chciał zaryzykować oddając swoje życie Tobie. Nie życzę Bogu, aby na tegorocznej pielgrzymce pojawił się ktoś, kto potraktuje Jego ślady jak zdeformowany ślad mijającej cywilizacji chrześcijańskiej. Nie życzę Stwórcy, aby potraktował Go ktoś jako mijający zmierzch i staromodny oraz zużyty but. Bóg nie jest jedynie za nami, za Europą, która w konstytucji Jego odrzuciła. Bóg jest też przed nami. Bóg jest też z nami. Wędruje obok nas, żebyśmy nie pobłądzili, żeby po nas pójść, gdy zboczymy!

WSTĘP DO KONFERENCJI O SKARAMENCIE POJEDNANIA

-> CEL: nie bój się wstydu! Upadłeś, żeby powstać i naśladować GO!

Tę konferencję chciałbym zadedykować przede wszystkim tym, którzy jeszcze nie powstali, którzy są przez coś przygnieceni i przywaleni. Żeby wędrować trzeba być wyprostowanym! Żeby pójść śladami Chrystusa trzeba najpierw powstać.

Nasi południowi sąsiedzi w minionych mistrzostwach Europy stracili bramkę w najmniej spodziewanym momencie. Na ekranach telewizorów było widać niezwykłą radość Greków, a jednocześnie przygnębienie Czechów. Moje zainteresowanie wzbudził zastój w jaki popadli czescy piłkarze i kibice. Dla nich wszystko nagle stanęło w miejscu. Nastąpił bezruch. Smutek wywołany zaskoczeniem po prostu ich zamurował. Mr. Koller - potężny piłkarz przegranych - położył się na murawę, chwilę później zdjął swoje buty, wstał i zrezygnowany udał się do szatni. Uczepię się jego zdjęcia butów: dla mnie była to głęboka symbolika: GRA SKOŃCZONA, buty już mu są niepotrzebne, zmęczony stwierdził, że jego nogi muszą odpocząć - choć pewnie gdyby wygrał skakałby z radości w ogóle nie myśląc o obuwiu.

1. stan, z jakiego PAN chce Cię dzisiaj podnieść to stan przegranego. Walczyłeś o zmiany w swoim życiu, ale nie udało ci się pokonać własnej słabości, największego twojego wroga, jakim jest grzech. Pewna dziewczyna przyszła pewnego dnia do mojego domu. Powiedziała: proszę księdza potrzebuję pomocy. Co ci jest - odpowiedziałem. Jestem uzależniona od narkotyków! Udało się jej załatwić porady u specjalistów, rekolekcje... jakiegoś dnia Dorota przyszła do mnie i powiedziała: proszę księdza ja już nie dam rady. To już drugi raz przechodzę terapię wyjścia. Za pierwszym razem przerwałam ją. Mówili mi wówczas, że jeśli będę potrzebowała ponownej terapii za drugim razem będzie gorzej. Proszę księdza - ja widzę, że właśnie tak jest, ja już nie mogę. Zdawało mi się wówczas, że Dorota czuje się tak jakby była piłkarzem kopiącym na boisku piłkę po zakończeniu meczu. Daremny wysiłek - już nic to nie zmieni. Ilu ludzi - kibiców zacznie się śmiać!!! Przecież już wszystko skończone. Jestem przegranym. Co oni pomyślą - kim jestem... To kopanie piłki mojego życia jest już bezcelowe! - a jednak: Czechy ponownie mają szansę. To prawda, że muszą czekać kolejne 4 lata. To prawda, że czeka ich wiele wysiłku. To prawda Doroto - powiedziałem do rozpłakanej dziewczyny - że musisz trwać i czekać, aż się Tobie polepszy!!! To prawda, że przed Tobą wiele wysiłku, ale... czepiając się jeszcze dziedziny sportu - tak jak Czechy mają szansę za dwa lata na MŚ - tak muszą sobie zdać sprawę z tego, że przed nimi wysiłek, treningi, mobilizacja sił! Jeśli czujesz się przegranym: może czujesz się załatwiony przez los - innym się udało a Tobie nie; inni mają pracę, dobrego męża, kochającą żonę; niezły tytuł przed nazwiskiem; renomowaną szkołę, wymarzone życie- a Ty ...

2. Dorota wie, że gdyby nie przerwała pierwszej terapii byłoby znacznie lepiej; może już po bólu. Jako mały chłopiec musiałem mieć wyrwany ząb. Strasznie się wówczas bałem dentysty. Poszedłem do stomatologa - zaprowadzony przez obojga rodziców. Przeczekałem swoje w poczekalni. Gdy otworzyły się drzwi - serce zadygotało mi z przerażenia. Wiedziałem wtedy, że są to moje :-) ostatnie chwile życia ;-) . Czułem się jakbym szedł po raz ostatni o własnych siłach. Nagle zza fotela dostrzegłem najstraszniejszego człowieka kosmosu - moją panią stomatolog. Nie wiem czym popchnięty znalazłem się nagle na fotelu dentystycznym. Na szczęście była to moja ostatnia bierna postawa tego dnia - zacząłem krzyczeć. A gdy nic niewinna pani w białym fartuchu zbliżyła się do mojej jamy ustnej - niczym niezasłużenie poczuła kopnięcie moich kończyn dolnych. Nie pomogły groźby moich Rodzicieli, że nie otrzymam mojego ulubionego eliksiru - napoju życia - mleka!!! Po kilkunastu minutach byłem już w domu; z moimi ze wstydu przed dentystką i innymi pacjentami zżartymi rodzicami. Nocka była kiepska. Wizytę trzeba było ponowić, gdy ząb odebrał mi siły na krzyki... Trzeba przejść to, co nie jest proste. Najlepiej wykorzystać od razu nadarzającą się okazję oferowanej pomocy! Może to jest jakiś Twój grzech. Wstydzisz się go bardzo. Nie możesz sobie z nim poradzić. Właściwie nie powinien się wydarzyć. Twój czuły punkt! Może już się wybierałeś z nim do spowiedzi - ale okropne poczucie winy powstrzymało Ciebie przed najważniejszym krokiem. Może odwagę odebrały ci myśli: co ten ksiądz sobie pomyśli! Pewnie dobrze, że ten wstyd posiadasz. Wyobraź sobie, że zepsuty ząb w ogóle nie sygnalizuje o swoim istnieniu. Mijają tygodnie, miesiące - a on nagle wypada. Bez żadnej wcześniejszej informacji! Posiadasz wstyd - on jest jak informacja bolącego zęba - on nie straszy - tylko jest sygnałem, że Ty żyjesz, że masz być zdrowy, że musisz się udać do lekarza! Wstydzisz się grzechu - ten wstyd cię informuje, że możesz zostać uzdrowiony. Dobrze, że się wstydzisz tzn., że jesteś zdrowym chrześcijaninem.

3. Kiedy sumienie wyrzuca ci grzech - nie przerywaj tej akcji miłości Boga - jak Dorota przerwała swoją terapię. Uczyń kolejny krok! Nie zagłuszaj go - bo jak ząb wyleci i będziesz musiał mieć albo dziurę, albo ząb sztuczny! Ty będziesz coraz bardziej sztuczny, albo wybrakowany. A na to nie zasługujesz! Na tej drodze do Częstochowy istnieje dla Ciebie szansa. Nie uciekaj od niej. My idziemy śladami Chrystusa a nie uciekamy. Twoim naśladowaniem Mistrza z Nazaretu jest nie ucieczka od wstydu, ale skorzystanie z niego; z tego, że on istnieje!

Ks. Daniel

P.S. - DOPISEK Z 5 SIERPNIA 2005: Dorota trwa dalej na dobrej drodze. Bogu dzięki. Dziś jest silną (Bożą mocą) kobietą - oby tak dalej!!!